OSOBIŚCIE Z OSI: BERETTA BM59 — Garand po włosku?
Mam słabość do Beretty i tego nie ukrywam. 😉 Po pistoletach przyszedł czas na kolejną konstrukcję tej włoskiej marki, tyle że tym razem trochę większą. Dużo większą. Beretta BM59, nazwa krótka sugerowała by kolejny pistolet jak moja ukochana 92FS, ale to pełnoprawny karabin, do tego z napisem Springfield na charakterystycznym zamku, który na pierwszy rzut oka może kojarzyć się z amerykańskim M1 Garandem. Ale po chwili widać, że Włosi mieli na niego własny pomysł i nie jest to zwykła kopia.
I właśnie to mnie w nim zainteresowało. Bo BM59 to w pewnym sensie Garand po lekkiej modernizacji – konstrukcja, która zachowała sporo ze swojego poprzednika, ale została dostosowana do nowych czasów.
GARAND, ALE Z KILKOMA ZMIANAMI
Żeby zrozumieć, skąd wziął się BM59, trzeba cofnąć się do okresu powojennego. Włoskie wojsko korzystało z amerykańskich M1 Garandów, a Beretta miała również doświadczenie w ich produkcji. Sam Garand był udaną konstrukcją, ale pod koniec lat 50. wymagania wobec karabinów wojskowych zaczęły się zmieniać.
NATO standaryzowało amunicję 7,62 × 51 mm, a armie coraz częściej oczekiwały broni zasilanej wymiennym magazynkiem, zamiast charakterystycznego dla Garanda ośmionabojowego ładownika. Włosi nie chcieli wyrzucać sprawdzonej konstrukcji do kosza i zaczynać wszystkiego od zera. Postanowili ją rozwinąć.
Początkowo zajęli się dostosowaniem Garandów do nowej amunicji. Później przyszedł czas na znacznie ambitniejszą modernizację, której efektem stał się BM59, przyjęty do uzbrojenia pod koniec lat 50. XX wieku.
Co właściwie zmieniono? Przede wszystkim pojawił się wypinany magazynek, dzięki któremu nie trzeba już korzystać z charakterystycznych ładowników Garanda. Karabin dostosowano do naboju 7,62 × 51 mm NATO, a wojskowe wersje otrzymały również możliwość prowadzenia ognia samoczynnego. Zachowano natomiast wiele podstawowych rozwiązań mechanicznych Garanda.
I to był dla mnie jeden z ważniejszych bodźców do zakupu tej broni, bo zamiast tworzyć zupełnie nową konstrukcję, Beretta rozwinęła coś, co już dobrze znano i co miało za sobą lata służby. Dlatego z jednej strony miałem możliwość zakupu broni działającej jak Garand a z drugiej to kolejna Beretta do kolekcji 😁
A CO Z M14?
BM59 często przywodzi na myśl amerykański M14 i trudno się temu dziwić. Oba karabiny wyrosły z podobnej potrzeby czyli unowocześnienia koncepcji M1 Garanda, dostosowania jej do amunicji 7,62 × 51 mm NATO i zastosowania wypinanego magazynka.
Mimo pytań o podobieństwo, zwracam zawsze uwagę, że BM59 to nie jest po prostu włoską wersją M14. To dwie odrębne drogi rozwoju. Włosi wykorzystali i zmodyfikowali rozwiązania Garanda, a Amerykanie rozwijali własną konstrukcję, wywodzącą się z programu M14/T44. Różnią się szczegółami budowy, układem niektórych elementów oraz rozwiązaniami zastosowanymi w poszczególnych wersjach.
Można więc powiedzieć, że oba karabiny są kuzynami, ale nie bliźniakami. Jeden ma włoski rodowód, drugi amerykański, a wspólnym przodkiem pozostaje Garand.
SPRINGFIELD I WŁOSKA KONSTRUKCJA
W moim egzemplarzu jest jeszcze jeden smaczek, który szczególnie mi się podoba. Na komorze zamkowej widnieje oznaczenie U.S. Rifle Springfield Armory wraz z numerem. To amerykański element, który świetnie pasuje do historii całej konstrukcji. No i od razu pojawiają się pytania o „Garand thumb”, którego na szczęście nie doświadczyłem i jakoś wybaczcie, ale nie mam zamiaru wywoływać w celach eksperymentalnych 😉
Wczesne BM59 powstawały z wykorzystaniem części pochodzących z M1 Garandów, więc obecność amerykańskiego komponentu w takim karabinie nie jest niczym zaskakującym. To mały kawałek historii, który można dosłownie zobaczyć na własnej broni. No i mamy dzięki temu także +1 do kolejkcji Springfieldów 😉

I właśnie takie detale lubię. Nie tylko sam karabin, ale też to, co można z niego wyczytać o czasach, w których powstał i o tym, jak rozwijała się broń wojskowa, która często jest efektem kompromisu między potrzebami, możliwościami i dostępnymi zasobami.
A CO TO ZA DYNGS PRZY SPUŚCIE
Jest też drobiazg, który łatwo przeoczyć, jeśli ogląda się BM59 tylko na zdjęciach. Chodzi o dodatkową dźwignię spustową, określaną jako zimowa.
W normalnych warunkach korzystamy ze zwykłego spustu. W BM59 można jednak opuścić dodatkową dźwignię, która jest z nim połączona i wystaje poza kabłąk. Dzięki temu strzelec może operować spustem w grubych zimowych rękawicach, bez konieczności wciskania palca do ciasnego kabłąka.
Niby drobiazg, ale właśnie takie rozwiązania pokazują, że wojskowa konstrukcja nie powstaje wyłącznie po to, żeby dobrze wyglądać na stole czy w gablocie. Ma być użyteczna również wtedy, gdy warunki nie są szczególnie przyjemne. No i w bardzo zimnych warunkach nie jestem już skazany na AUGa z jego olbrzymim kabłąkiem w którym zmieściłbym rękę w rękawicy bokserskiej.
Mój egzemplarz ma też składaną kolbę, dwójnóg i charakterystyczną nasadkę na wylocie lufy. Całość wygląda bardzo konkretnie i od razu zdradza wojskowy rodowód. Widać, że nie jest to karabin zaprojektowany z myślą o dzisiejszej modzie na taktyczne dodatki, tylko konstrukcja, w której każdy element wynikał z określonych wymagań epoki.
Ale ma to swoją wadę … jest ciężki i to bardzo.
JAK STRZELA?
Historia historią, ale ostatecznie najważniejsze jest to, co dzieje się na osi.
BM59 strzela mocnym nabojem karabinowym 7,62 × 51 mm NATO, więc nie jest to konstrukcja, którą bierze się do ręki i zapomina, że ma się do czynienia z pełnowymiarowym karabinem. Czuć, że to broń z innej epoki niż współczesne karabinki na amunicję pośrednią.
Jednocześnie mój egzemplarz jest celny i właśnie to bardzo mi się w nim podoba. Nie traktuję go wyłącznie jako historycznej ciekawostki do postawienia w kolekcji. Chcę z niego strzelać i poznawać jego charakter w praktyce.
Mam też STGW 57, więc w przyszłości planuję zestawić oba te karabiny we własnym, bezpośrednim porównaniu. To również konstrukcja o wyrazistym charakterze, strzelająca mocną amunicją, ale reprezentująca nieco inną drogę rozwoju broni wojskowej ale też świetną historię szwajcarskiego podejścia do broni wojskowej jak i całej kultury strzeleckiej w tym kraju.
KOLEJNA BERETTA DO KOLEKCJI
BM59 jest dla mnie ciekawym połączeniem starego i nowego. Z jednej strony mamy Garanda i sprawdzoną mechanikę, z drugiej wypinany magazynek, dostosowanie do standardu NATO i rozwiązania, które miały przedłużyć życie tej konstrukcji w zmieniającym się świecie.
A do tego dochodzi włoski rodowód. Beretta potrafiła wziąć znaną konstrukcję, przemyśleć ją po swojemu i stworzyć coś, co ma własną tożsamość.
No i nie ukrywajmy – to kolejna Beretta w mojej kolekcji. Tym razem nie do kabury, tylko na ramię. 😉
Czyli klasycznie, miała być kolejna ciekawa konstrukcja w postaci Garanda, a skończyło się na tym, że znów znalazłem powód, żeby pogłębić swoją słabość do włoskiej marki i dokupić kolejną sztukę broni tej marki.
