||

OSOBIŚCIE Z OSI: Epicka przygoda ojca i 13-letniego syna

OSOBIŚCIE Z OSI: KUBA

Mam 43 lata i kiedy dziś wracam pamięcią do czasów, gdy sam miałem trzynaście, łapię się na jednej rzeczy: naprawdę niewiele pamiętam z prezentów, które wtedy dostałem.

 

Nie pamiętam większości ubrań. Nie pamiętam połowy zabawek. Nie pamiętam, co wtedy było modne.

Znaczy… pamiętam. Ale chyba wolałbym nie. 😀

 

Za to doskonale pamiętam rzeczy, które robiłem pierwszy raz w życiu.

I właśnie dlatego, kiedy myślę o wartościowym czasie ojca z synem, nie szukam kolejnego przedmiotu, który za miesiąc wyląduje w kącie.

 

Przerabialiśmy już Xboxa, Switcha, PS5, gniotki, wskaźnik paluszek, deskorolkę i całą masę innych rzeczy wyniesionych później do piwnicy pod gradobiciem krzyków:

„Wynieś mi to w tej chwili do piwnicy albo wyrzucę do kosza!”

 

Myślę raczej o emocjach. I o budowaniu wspólnej historii.

 

O czymś, co zaczyna się rano od prostego:

— Dobra, młody. Dzisiaj robimy coś trochę innego.
— Ale nie falafel? 😀
— Oj, nie…

Jedziemy na strzelnicę.

 

Bartek spokojnie tłumaczy zasady, pokazuje wszystko od podstaw i pilnuje bezpieczeństwa.

Nagle znika ekran smartfona, pojawia się banan na gębie, zapach prochu i ten wyjątkowy moment, kiedy trzynastolatek przez chwilę czuje się jak bohater gry komputerowej z prawdziwym „gnatem” w rękach.

 

I tylko jak mantra:

— Ja chcę z Kałacha.
— Tato, z Kałacha!
— Jak Terro! 😛

Tiaaa. Mamy tu dla Ciebie na początek coś spokojniejszego, ziomuś.

 

Na Kałacha trzeba sobie zapracować i pokazać, że potrafisz zachować się odpowiedzialnie.

I o dziwo taka motywacja działa nawet na mocno nadpobudliwego młodziaka. 😀

 

A potem wjeżdża najlepsza część.

Wracamy do domu, emocje jeszcze nie opadły, a w aucie trwa zażarta analiza:

kto miał lepszego cela, kto pierwszy trafił dziesiątkę i dlaczego ojciec — oczywiście — miał „lepszą broń”. 😉

Do tego rozsyłanie zdjęć po kolegach i rodzinie:

— Babciu, widziałaś?! To ja z Kałachem! Jak Terro!

W sumie dobrze, że babcia nie wie, co znaczy Terro. 😀

 

I takie moje przemyślenie na koniec.

Dzieciaki raczej nie zapamiętają kolejnego pudełka kupionego w sklepie. Nie zapamiętają też piętnastego filmu o superbohaterach bez fabuły.

 

Ale zapamiętają ten błysk w oku.

Moment, w którym potraktowaliśmy ich trochę bardziej jak partnerów. Pierwszą prawdziwą rywalizację z tatą. Pierwsze wspólne doświadczenie, o którym jeszcze wieczorem trzeba zadzwonić opowiedzieć babci.

 

Bo rzeczy można wynieść do piwnicy.

Wspomnień nie.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *